znów zapomniałem, to pewnie ta praca

Weekend, weekend i po weekendzie. Tymczasem ja nie miałem, bo od miesiąca dzień w dzień jestem w pracy. W piątek byłem u dentysty i u lekarza i w sklepach różnych i wszędzie tam życzono mi udanego tego weekendu. Najpierw byłem zaskoczony, bo zapomniałem, że coś takiego w ogóle istnieje, a potem melancholijnie pomyślałem o czasach, kiedy miałem jeszcze weekend, czyli miesiąc temu. A poza tym na ogół mam relaks, o czym już pisałem multum razy, a poza drugim tym to uskuteczniając własną działalność w sumie przez ponad rok siedziałem w domu, także taki pięciusetdniowy weekend.

Żeby jednak nie było zbyt cukierkowo, trzydzieści dni pod rząd po 12 godzin w pracy, nawet, gdy trzeba być tylko w gotowości, jest trochę męczące dla ducha. Czasem, gdy szykuje się wyjątkowo długi dzień teoretycznie mogę zrobić sobie przerwę w trakcie, godzinę lub dwie uciąć komara tak gdzieś w połowie. (pół komara leży na perskim dywanie, krew wsiąka, łącząc się z kaszmirowymi splotami…)Ale przerwa to nie czas wolny. Teoria teorią, a praktyka czyni mistrza, tak jak trening. Nie mam kiedy robić tych przerw, ale on jest biedny, mój Boże.

Eddie Izzard oprócz tego, że jest jednym z najzabawniejszych komików, z jakich dane mi było się pośmiać, aby zebrać pieniądze na szczytne cele przebiegł całe Zjednoczone Królestwo. Wyruszył z Londynu, przez Walię, Szkocję, Irlandię Północną, znów Szkocję i znów Anglię po 51 dniach dobiegł z powrotem do Londynu. 43 maratony, 1166 mil, co daje pół miliona kilometrów. 43 maratony w 51 dni! Miałem chyba z sześć lub siedem podejść, aby w jednym zdaniu opisać ogrom przedsięwzięcia i związanych z nim doznań, ale mi się nie udało. Czterdziestosiedmioletni komik, bez żadnego przygotowania (przed startem biegał około dwóch tygodni) pokonał ponad tysiąc osiemset kilometrów w półtora miesiąca, biegając w czasie lodowatych ulew, wichur spychających go z drogi, prażących upałów, w górzystych terenach i po twardym asfalcie. W dniach wolnych od biegu zamiast leżeć i błagać o śmierć miał występy, spotykał się z ludźmi – wszystko, aby promować swoją akcję wspierania potrzebujących. Chyba nawet nie pokuszę się o jakiś wniosek, ani o pean. Determinacja, konsekwencja, hart ducha. Człowiek jest jednak zdolny do wielkich rzeczy. Coś fantastycznego. Jak o tym myślę, to aż się trzęsę z ekscytacji. Aha, miało to miejsce pięć lat temu. Ktoś słyszał? Ja wtedy nie. Dopiero teraz znalazłem na żutubę. Co trzeba zrobić, żeby zwrócić na siebie uwagę świata?  Jakieś seksy z Britney, Lady Gagą czy nie pamiętam, kto wtedy był na topie, najlepiej w jakimś lokalu na stole, a potem zabił kota, zrobiłyby pewnie ze mnie celebrytę i każdy by mnie kojarzył. Eddiego, który zdobył liczne nagrody za swoje stand-upy, między innymi dwie grammy, najczęściej na końcu maratonu witała tylko ekipa mu towarzysząca. Nie ma skandalu i cycków, nie ma publiki. Brak słów, znów, ale teraz to nie zachwyt. Musiałem okrasić marudzeniem, a jakże.

Na zakończenie anegdotka: pośród tony załączników, które muszą podpisać szparcy szparagowcy, jest deklaracja o tym, że nie przywiozło się ze sobą mięsa wieprzowego – w Rumunii  stwierdzono kilka przypadków pomoru świń czy jakoś tak i teraz ponieważ Rumunia i Polska to to samo, polscy pracownicy sezonowi też muszą oświadczać, że wszystko jest koszer. I podczas zbierania podpisów jeden z przyszłych akordeonowców pyta, co to tyle tych papierów, a ten co za kolejny? Więc mu mówię tutaj informujesz, że żadnej świni nie przywiozłeś. Na co kolega aha i zaczyna gryzmolić. Nachylam się sprawdzić, czemu ten podpis taki długi, a tam „nie przywiozłem żadnej świni”. Badum tss!

A jeśli ktoś wam będzie wmawiał, że nie da się nie zauważyć autobusu zaparkowanego metr od naszego pojazdu i w niego wjechać, nie wierzcie nic. Można.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.