debata nad tym, do czego człowiek jest zmuszany, a czego pragnie – odwołana

Salut, koniec Arbeit? zapytał mnie któregoś wieczoru jeden z rumuńskich kierowców. Środowisko multi-kulti, w którym się znalazłem, jest zabawnie niedopracowane, jak patchworkowy namiot, podtrzymywany przez plastikowe filary i gałęzie leszczyny. Z Niemcami rozmawiam po niemiecku, z rumuńską koleżanką z biura po angielsku, z Rumunami po polsku, bo znają tylko rumuński, więc i tak się nie dogadamy. Oni odpowiadają mi w swoim języku i każdy jest zadowolony. Najciekawszym babelowym tworem była historia, którą polska pracownica opowiadała rumuńskiej, używając wszystkich wymienionych czterech wcześniej języków, plus język ciała oczywiście. Okazuje się, że wystarcza to, aby firma zatrudniająca ponad tysiąc osób funkcjonowała prężnie. Nie słowa, a czyny, chciałoby się powiedzieć w tej dostojnej chwili.

Będąc szczerym w ogóle nie chce mi się dziś pisać, nie chcę mię się nic się. Myśli są niespójne, pogoda pod psem (biedne psy), ciśnienie usiadło gdzieś w kopalniach Morii, pewnie w pokoju Balroga (taki żart fantasy, że niby bardzo głęboko), wczoraj znów przed północkiem wróciłem z drugiej bazy, w ciągu paru dni chlapnąłem 11 nadgodzin. Pamiętając o tym, ile godzin dziennie pracuję standardowo okazuje się, że mało śpię. Rewizja poprzedniej deklaracji, że nie przemęczam się – rozbudowanie myśli o fakcie, że duch jest lekko styrany. Ciało, jak wynika z relacji naocznych świadków, też się męczy, teoretycznie nie zmuszając go do wysiłku. Sny, które nawiedzają mnie od lat, sprawiające, że podrywam się do walki z imaginacją w środku nocy, przybyły w końcu do Niemiec. Miesiąc miałem spokój. No cóż. Rano kolega z pokoju, który jest tu już któryś sezon z kolei, utrzymywał, że muszę porwać furę i pod pretekstem załatwienia czegoś w drugiej bazie zrobić sobie parę godzin przerwy, dla mentalnego relaksu. On wsiada na rower i jedzie gdziekolwiek, byle z dala od tej bazy i tych ludzi. Znał już kilka osób, które po dwóch miesiącach psychicznie wysiadały, a nawet i wcześniej. Wszystko to kwestia tego jednego wolnego dnia w tygodniu, bez niedzieli trudno funkcjonować normalnie, zawyrokował. I podsumował „Nawet Bóg odpoczywał w siódmym dniu po stworzeniu świata”. Ten argument przypomniał mi skecz Eddiego (znacie Eddiego, lubi biegać) o Mojżeszu. Co zrobili żydzi, gdy po 40 latach tułaczki Mojżesz zostawił ich na pustyni i poszedł szukać przykazań? Stopili metal. Biblia jako skarbnica mądrości i wskazówek. Nie rozwijam myśli, zwijam się w kłębek, krople deszczu uderzające o liście, uderzające o dachy, zniewolenie, wolność, kołysanka Loreeny McKennitt, końcowa scena w Łowcy androidów. Uciekam do krainy czekolady.

7 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.