just in time for an ale

Minęło sześć tygodni, od kiedy jestem tutaj, tego samego dnia naderwałem więzadło. Dziś ręka nadal mnie boli, obojczyk wystaje, a ja ważę chyba już przeszło dziewięć dych, nie wiem dokładnie, czuję się na sto dwadzieścia. Wczoraj pokazano mi moje zdjęcie sprzed dwóch tygodni, mam na nim taką michę, że aż mi żal, cycki wiszą, brzuch wchodzi pierwszy, a za nim niepostrzeżenie ja. Zatem dziś jest jeszcze obficiej, jak mniemam, bo odbicie lustrzane jest złudne – kiedy ciągle się oglądamy, nie widzimy drobnych zmian. Drobnych, jakże nietrafny przymiotnik! Na szczycie wieżowca, łopocąc peleryną na wietrze zmian, stoi człowiek – pulpet, najlepszy z sosem grzybowym. Do tego rzężę jak silnik syreny, wczorajszej nocy nikt chyba w moim skrzydle nie spał, bo koncertowałem w najlepsze. I leje w stosunku jeden do sześciu, czyli jeden promień słońca, sześć wiader słoty. Także tego ten, nie poćwiczę, bo ręka, nie pobiegam, bo kaszel i deszcz, nie poopalam się, bo znów deszcz, słońce nie zachowało się nawet w tutejszych annałach, ludzie traktują je jak mit. Bożydar miał imieniny w piątek, dla uczczenia tej okazji napisałem jedno zdanie. Na razie poprawiłem sto stron, pozostało jeszcze sto pięćdziesiąt, oprócz samego poprawiania będę musiał jeszcze coś do tego dopisać, czasu coraz mniej, jak żyć? Jest poniedziałek, idealny dzień na marudzenie.

Każdy ma swoje zmartwienia i smutki, Konczita Wurst chce być akceptowana jako kobieta z brodą, ja chcę mieć sylwetkę lekkoatlety bez ćwiczeń. Na nieszczęście dla Konczity prościej chyba będzie osiągnąć to drugie. Świat stara się jak może, aby wszystko postawić na głowie, nawet to, co już na niej stoi. Donatan z Cleo zostali odrzuceni przez żyri, bo byli w jego mniemaniu zbyt seksistowscy . Konczita natomiast była sobą. Nigdy nie wpadłbym na to, że problem może być nie z nieakceptowaniem transseksualisty, tylko właśnie z akceptowaniem jego, a epatujących swoimi ciałami kobiet nie. Gdzieś to wszystko pogubiło się w sobie samym. Ze skrajności w skrajność. Mam wrażenie, że Wurst wygrała Eurowizję dlatego, ponieważ chciano pokazać, jak otwarta jest Europa, a nie dlatego, że świetnie babka zaśpiewała. Dlaczego każdy nie może być sobą po prostu, bez chęci wykrzyczenia swojej inności lub bez bycia atakowanym ze względu na nią? Jedni bulwersują się, że upadek cywilizacji, bo cycki przegrywają z brodą u kobiety. Drudzy są zniesmaczeni, bo kobiety są kobietami i emanują kobiecością, a to już krok do cielesności, więc tak jakby zezwierzęcenia, gdzie uczucia i dusza, zdają się zapytywać. Mimo wszystko chyba mamy problem z tolerancją, bo tak jak w tym przypadku coś każe mi sądzić, że ta wspomniana wyżej jest w dużej mierze na pokaz. Z drugiej strony ci nietolerowani, przez lata tłamszeni, teraz próbują tak jakby odbić sobie wszystkie te upokorzenia. Niczym feministki, które z walki o równouprawnienie zrobiły karykaturę, żądając eksterminacji mężczyzn (taka hiperbola). Warczymy na siebie i szczerzymy kły, bo wydaje się nam, że ktoś chce zabrać to nasze, narzucić swoje, którego my nie chcemy. Nie zauważamy, że prezentujemy taką samą postawę, chcąc, aby nasze było jedyne słuszne. Jestem zmęczony, posiedziałbym w karczmie i posłuchałbym minstrela. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.