chcecie bajki, oto bajka

Dawno, dawno temu były sobie trzy królestwa, którymi rządziło trzech królów, stary, chytry i szalony. Królestwo starego króla było najmniejsze i najbiedniejsze, gdyż król, będąc dobrym człowiekiem, zbyt łatwo darowywał winy swym występnym poddanym, a ci wykorzystywali to, doprowadzając królestwo do upadku. Stary król, widząc, do czego doprowadziły jego słabe rządy, podupadał na zdrowiu, aż w końcu umarł ze zgryzoty. Na łożu śmierci wyszeptał do swego syna „chciałem być dobry i łaskawy, a swymi czynami sprowadziłem tylko zło i niesprawiedliwość na twoje już królestwo”. Młody król, tak jak jego ojciec, miał dobre serce, był jednakże człowiekiem o silnym charakterze. Rządził sprawiedliwie i mądrze, nie wyzyskiwał swych poddanych, a tych, którzy łamali prawo, przykładnie i surowo karał, aby niesprawiedliwość i zło nie rozprzestrzeniały się. Dlatego uczciwym ludziom zaczęło się tam żyć dobrze i dostatnio, a kraj zaczął odżywać. Ciesząc się, że prawo i porządek zapanowały w królestwie, dzięki czemu życie w spokoju i radości wieść można było, jego mieszkańcy bogaczami zwać się zaczęli, albowiem, jak powiadali, króla tak mądrego mieć, to skarb największy na świecie.

Wieści, tak jak wiatr, daleko dotrzeć potrafią, a im więcej w powietrzu krążą, tym więcej w nich szumu. W największym królestwie na tronie z czaszek zasiadał szalony król. Gdy dowiedział się, że w mieszkańcy najmniejszego królestwa wielkimi bogactwami się chwalą, a jego król w swym zamku gigantyczny skarb trzyma, w swej chciwości zapragnął go zdobyć. Świadomy siły swej armii, która była największa z trzech królestw, wysłał list do młodego króla, żądając bogactw, które ukrywają jego poddani, a także skarbu, który on sam w swym skarbcu zgromadził. Młody król odpisał szalonemu, że jedynym złotem w jego królestwie są pola pszenicy, a skarb, który posiada, to szczęśliwe życie jego poddanych, tego jednak nie jest w stanie oddać nikomu. Szalony król nie uwierzył jednak w te zapewnienia i wyruszył przemocą zdobyć to, czego nie chciano mu dać po dobroci. Młody król wiedział, że jego armia jest zbyt mała, aby móc obronić się przed potęgą armii szalonego króla i że jego kraj spłynie krwią. Wiedział, że sam skazany jest na zagładę. Wysłał więc list do chytrego króla, w którym napisał: „Gdy szalony król pokona moją armię, nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby zaatakować i podbić również twoje królestwo. Jeśli połączymy swe siły, wspólnie będziemy w stanie nie tylko przeciwstawić się mu, ale być może i pokonać go”. Chytry król odpisał młodemu królowi „Przybądź do mojego zamku ze swą armią. Wyruszymy stąd na ziemie szalonego króla, aby zaatakować go od tyłu, gdy ten wkroczy do twojego królestwa. Nie będzie się tego spodziewał, a zaskakując go łatwo go pokonamy”. Młody król pomyślał, że pomysł jest ryzykowny, ale może się powieść. Tak zatem wyruszył na czele swojego wojska, aby połączyć się z armią chytrego króla. Gdy dotarł do jego zamku, ogrom budowli zaskoczył go. „Nie mam tak potężnej armii, jak szalony król, ale mury mojego zamku ochronią mnie nawet przed siłą trzykrotnie większą od jego” powiedział na powitanie chytry król. Przed wyruszeniem na wojnę wydał wielką ucztę, aby uczcić sojusz dwóch królestw. Podczas biesiadowania młody król próbował omówić szczegóły wyprawy, lecz chytry król zbywał pytania dotyczące przemarszu, mało interesując się tym tematem. W końcu młody król walnął pięścią w stół, poirytowany postawą chytrego króla, na co ten uśmiechnął się tylko kpiąco. „Widzisz, młody królu, twoim problemem jest to, że masz wielkie serce i małe królestwo. Chciałbyś obronić każdego swego poddanego, co jest nierealne. Mnie los moich poddanych aż tak nie przejmuje, najważniejsze, że ja jestem bezpieczny. Z drugiej strony, cóż mi po niezdobytym zamku, skoro moje królestwo legnie w gruzach, tak jak twoje, gdy najedzie je szalony król? Walka z nim nic mi nie da, przyniesie same straty. Ale będąc jego sojusznikiem mogę liczyć na korzyści, jakimi będzie część twoich ziem, młody królu”. Gdy chytry król przemawiał tymi słowy do młodego króla, przez dźwięki muzyki grajków biesiadnych zaczął przebijać się hałas walki i krzyki ludzkie, dobiegające z oddali. Młody król podbiegł do okna. W dole ujrzał obóz swojej armii, otoczony przez armię chytrego króla, która pod osłoną nocy okrążyła nieświadomych niczego żołnierzy młodego króla i zasypała ich strzałami. To była rzeź. Nieuzbrojeni, biegający w chaosie, ginęli jeden po drugim. Młody król odwrócił się i krzyknął „zdrada!” do chytrego króla, lecz ten zaśmiał się tylko. Na jego znak rycerze z jego gwardii przybocznej wyciągnęli miecze i rzucili się na orszak młodego króla, który choć zerwał się od stołów i trzymał już miecze w dłoni, nie miał szans z przeważającym liczebnie przeciwnikiem. Młody król wyszarpnął z pochwy swój miecz, lecz nim zdążył postąpić krok, został trafiony dwoma bełtami, zachwiał się i wypadł przez okno. Wpadł do fosy, a nurt wody uniósł go daleko. Gdy udało mu się wydostać na brzeg rzeki, natrafił na konia, który musiał uciec z zaatakowanego obozu jego armii. Wdrapał się na jego grzbiet i skryty w ciemności ruszył ku swojemu królestwu. Trawiony przez gorączkę od ran, na wpół przytomny, po wielu dniach dotarł w końcu swoje ziemie. Podróż przez zniszczony, spalony kraj, pełen niepochowanych trupów, była jak koszmar. Gdy ujrzał w oddali swój zamek, z którego poczerniałe od dymu okna ziały pustką, osunął się z rumaka na ziemię. Tak jak jego królestwo dogorywało, tak i on konał na wzgórzu, z którego rozpościerał się widok, niegdyś piękny, teraz mroczny i straszny. Młodemu królowi pociekły łzy po brudnych, wychudzonych policzkach. „Myliłeś się ojcze”, pomyślał „to ja swoimi czynami sprowadziłem zło i niesprawiedliwość na nasze królestwo”. Gdy jego oddech stawał się coraz słabszy, u jego boku pojawił się nagle diabeł i uśmiechnął się do niego. Młody król rzekł „czyniłem w swym życiu mądrze i sprawiedliwie, nie boję się więc ciebie, a jednak patrząc na skutki mych działań czuję, że masz do mnie większe prawo, niż Bóg. Mój ojciec czuł na łożu śmierci smutek, mnie wypełnia tylko nienawiść i chęć zemsty, tym boleśniejsze, że nie jestem w stanie odpłacić się już mym wrogom. Jakże umierać z takimi uczuciami w sercu, gdy przez całe życie chciałem być dobry i szlachetny?” Diabeł pokiwał głową ze zrozumieniem i odparł „Mogę dać ci zemstę, jakiej pragniesz, aby w chwili, gdy będziesz umierał, twe serce wypełniała radość. Ale wtedy zabiorę cię ze sobą”. Młody król, mimo że coraz trudniej było złapać mu oddech, długo wpatrywał się w oczy diabła. W końcu lekko skinął głową, a diabeł zaśmiał się w głos.

 

W największym królestwie na tronie z czaszek zasiadał szalony król. Gdy powiedziano mu, że przybył dziwny posłaniec, pragnący przekazać mu nagrodę za jego ostatnią wyprawę, zdziwił się, ale w swej chełpliwości i chciwości postanowił przyjąć posłańca. Gdy go ujrzał, jak powoli wkracza do komnaty, szalony król przeraził się, albowiem wiedział już, kim był posłaniec i jaką nagrodę ze sobą przyniósł.

„Przybyłem odebrać ci to, co mi zrabowałeś, szalony królu”, rzekła zakapturzona postać. Szalonego króla zalał zimny jak lód pot.

„Odbierając mi życie, nie odzyskasz tych, które straciłeś”, wykrzyczał cały swój strach szalony król. Młody król ściągnął kaptur, odsłaniając wychudłą, białą jak duch twarz.  „Ty też wiedziałeś, że nic nie zyskasz, a jednak to zrobiłeś”, odparł, a jego oczy świeciły zimnym blaskiem.

I choć szalony król miał wielką armię, nikt nie mógł go ochronić przed śmiercią.

Wieści, tak jak wiatr, daleko dotrzeć potrafią, a im więcej w powietrzu krążą, tym więcej w nich szumu. W swym królestwie na swym tronie zasiadał chytry król. Gdy dowiedział się, że szalonego króla zabił duch młodego króla, aby pomścić zagładę, którą szalony król sprowadził na jego królestwo, nie dał temu wiary, kazał jednak potroić liczbę strażników w swojej przybocznej gwardii. W swojej twierdzy, otoczony rycerzami, czuł się bezpieczny.

Jednak któregoś dnia ku zdziwieniu jego i jego obrońców do komnaty tronowej wkroczyła zakapturzona postać. Zimny blask jej oczu zmroził krew w żyłach chytrego króla, gdyż choć twarz skrywał cień kaptura, król wiedział, kim jest nieznajomy. Ten, otoczony przez gwardię chytrego króla, stanął na środku komnaty i ściągnął z głowy kaptur, spojrzał swymi przerażająco błyszczącymi oczami na chytrego króla i rzekł „Przybyłem odebrać ci to, co ty wcześniej zabrałeś mi, chytry królu”.

Chytry król rozkazał zabić przybysza, a sam skrył się w najwyższej komnacie najwyższej wieży swego zamczyska. Tam, dygocząc ze strachu, wsłuchiwał się we wrzaski mordowanej gwardii, ciężkie kroki na schodach, hałas rozrąbywanych mieczem drzwi. Gdy te padły, do komnaty wszedł młody król. W jego ciele tkwiło pełno strzał, a z wielu ran sączyła się powoli czarna jak noc krew. „To niemożliwe, zabiłem cię”, wyszeptał przerażony chytry król.

Młody król uśmiechnął się posępnie.

„Chytry królu, nie wiesz, że nie da się zabić śmierci?”

I choć chytry król miał swoją wierną gwardię przyboczną, a grube mury potężnego zamku broniły go przed wrogami, nikt nie mógł go ochronić przed śmiercią.

 

Gdy młody król wrócił do swego królestwa i znów ujrzał spalone ziemie, ogołocone pola, w otaczającej go ciszy nie słyszał śmiechu ludzi, szczekania psów, nawet śpiewu ptaków. Jednak ciągle wiejący wiatr dawno wysuszył jego łzy, nie mógł już więcej zapłakać. Wtedy u jego boku pojawił się diabeł, aby odebrać swoją należność. Spojrzał w oczy młodego króla, szukając w nich tryumfu zemsty, lecz ujrzał tam tylko pustkę. Pokiwał głową. Znów uśmiechnął się do młodego króla i zabrał go ze sobą, lecz nie jak swą ofiarę, a równego sobie.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.