Wiekopomne dzieło cz. II

Głowa złego czarnoksiężnika Michała potoczyła się po dywanie i zatrzymała w rogu komnaty. Fakt ten nie wpłynął pozytywnie na jego samopoczucie (fakt, że jego głowa nie znajduje się na karku, tylko w rogu komnaty, oczywiście). Nie, fakt ten zdecydowanie wprowadził go w zły nastrój, można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że się zdenerwował. Będąc zupełnie szczerym, jego stan dobrze opisałoby słowo furia.

Ale zły czarnoksiężnik Michał nie był jedyną osobą w komnacie, która miała kiepski humor. Ukryty za filarem, który chronił go przed miotanymi przez bezgłowy korpus złego czarnoksiężnika Michała błyskawicami i kulami ognia, ciężko oddychał Bożydar. Euforia, która ogarnęła go po odcięciu głowy Michała, szybko ustąpiła miejsca bezbrzeżnemu zdumieniu, wywołanemu przez nadal poruszające się ciało czarodzieja i leżącą kilka metrów od niego, wypluwającą przekleństwa głowę. Chłopak, który ma aspiracje zostać bohaterem tej książki, zdał sobie właśnie sprawę, że wpakował się w trochę za poważną kabałę.

- Zirytowałeś mnie chłoptysiu – wysyczała głowa Michała, a ciało nadal starało się trafić czarami w chowającego się Bożydara. Celność jednak była z wiadomych względów utrudniona, toteż komnata zamieniała się powoli w ruinę – Zirytowałeś mnie nieprzeciętnie.

 - Co ty nie powiesz – Bożydar był wyraźnie zdegustowany – Zdaję sobie sprawę, że nie jesteś szczęśliwy. Ale wychodziłem z założenia, że po stracie głowy nie będziesz miał zbyt dużo czasu na emocje.

- Nie wiesz, na kogo się porwałeś, chłoptysiu. Za dużo książek się chyba naczytałeś.

- Rzeczywiście, inaczej wyobrażałem sobie tę przygodę. Ale wyznam szczerze, zmyliło mnie twoje imię. Nie mogłeś wybrać sobie czegoś o groźniejszym brzmieniu – chłopak w ostatniej chwili odskoczył, a w miejscu, gdzie przed chwilą stał, stopiła się podłoga. Ciało przez przypadek rzuciło czar w dobrym kierunku – Na ten przykład Kazaam, Postrach Światów?

- Zaraz odejdzie ci ochota na żarty, właściwie odejdzie ci ochota na wszystko – zły czarnoksiężnik był naprawdę zły – Jedno, czym mogę osłodzić twoje ostatnie chwile, to przyznanie się do tego, że cię nie doceniłem i za długo się z tobą bawiłem. Dlatego udało ci się to, co się udało – temperatura ostatnich słów złego Michała z pewnością skułaby lodem morze – Niestety, nie będziesz mógł się tym nikomu pochwalić.

- Taak, to znaczy się wiesz, musisz zrozumieć, że też mam plany związane z moją osobą. Jednym z nich jest wydanie kasy, którą dostanę za twoją głowę, hehe.

Młody, ale odważny Bożydar znów musiał ukryć się za innym filarem, ten, za którym chronił się przed chwilą, przypominał już miniaturowy stalagmit. Mimo chełpliwych słów, myśli miał ponure. Był wyczerpany, a przeciwnik nie wykazywał żadnych chęci przerwy. Nie miał pojęcia, co ma dalej zrobić, zważywszy fakt, że według wszelkich norm panujących na tym świecie jego oponent powinien być martwy. No bo kto, do cholery, słyszał kiedy o człowieku, który żył bez głowy?! To nawet nieśmiertelnych można było zabić, dekapitując ich. Zły Michał miał rację, chyba naczytałem się za dużo książek. Ale nawet w nich nigdy nie spotkałem się z historią o bezgłowym człowieku, a przecież bzdur było w nich niemało. By to szlag!

Te i inne myśli przetaczały się przez głowę Bożydara. Tymczasem zostawmy ją z problemem uwierzenia w to, co właśnie miało miejsce, zostawmy też drugą głowę, która brała udział w tej historii i spróbujmy wyjaśnić, jak doszło do ich – głów – spotkania. Aby to osiągnąć, musimy cofnąć się kapkę w czasie.

Kapka w tym wypadku wynosi mniej więcej rok. Taki właśnie okres czasu temu nasz młody bohater Bożydar, który, jak już wcześniej wspomnieliśmy, ma dużą chęć zostać główną postacią tej książki, jak również dużą szansę zostać główną postacią tej książki, jeśli oczywiście przeżyje konfrontację ze złym czarnoksiężnikiem Michałem, postanowił radykalnie zmienić swoje dotychczasowe życie. W przeciwieństwie jednak do powtarzanych od lat tego typu postanowień, tym razem wreszcie mu się to powiodło. Sprawa prezentowała się następująco: Młody Bożydar Spadkobiercowski herbu Dorajda był szlachcicem. Co łatwo wywnioskować z samego miana. Ród Spadkobiercowskich, mimo, że stary i szanowany, nie należał do majętnych. Niezliczone ziemie, zamki i wypchane dukatami kufry to raczej nie to, czym mogli się pochwalić, ale z przenocowaniem sąsiada, któremu zbójcy dworek z dymem puścili, też większego problemu nie było. Nie szaraki, nie magnaci, ot, średnia klasa szlachecka. To, co ich charakteryzowało, to właśnie niechęć do zdobywania i gromadzenia majątku, zwłaszcza w sposób najpopularniejszy w tych czasach: przez grabież i wyzysk bliźniego. Nie róbmy ze Spadkobiercowskich Świętych Franciszków, nie wzbraniali się przecież przed pieniędzmi, wiadomo, kto je ma, temu w życiu wygodniej. Ale nie był to dla nich priorytet. Toteż członkowie tej familii, w przeciwieństwie do większości swych sąsiadów, nie wojażowali po krainach bliskich i dalekich z mieczem w dłoni i nie szukali okazji do powiększenia stanu rodzinnego skarbca. Hołdowali raczej zdobywaniu czegoś zdecydowanie niematerialnego, a mianowicie wiedzy. Uważali, że człowiekowi światłemu łatwiej jest zrozumieć otaczający go świat i odnaleźć na nim szczęście. Bo szczęście to nie przyjmowanie wszystkiego jako dogmat, dostosowywanie się do okoliczności i bezkrytyczne godzenie się z przeciwnościami losu, „bo tak widocznie musiało być” i „bo mogło być przecież gorzej”. Szczęście to kierowanie się rozumem, możliwość podejmowania decyzji, dokonywania wyborów i postępowania zgodnie z własnym sumieniem. I walka z owymi losu przeciwnościami. A jednym z głównych środków do osiągnięcia tego jest właśnie wiedza. Toteż Spadkobiercowscy zgłębiali ją namiętnie, ale nie zachowywali jej tylko dla siebie, lecz dzielili się nią ze wszystkimi, którzy o to prosili. Jako ludzie wykształceni cieszyli się szacunkiem, bo pomagali w rozwiązywaniu konfliktów, służyli radą i nie żądali nic w zamian. Ta mądrość, uczciwość i sprawiedliwość rodu, z którego wywodził się Bożydar, zjednała mu wielu przyjaciół, gotowych w każdej chwili nieść pomoc swym dobrodziejom, jeśli ci znaleźliby się w opresji. Dlatego też nikt ich nie najeżdżał zbrojnie, bo wiadomym było w szerokiej okolicy, że w majątku spadkobiercowskim na żadne skarby nie natrafisz, a tylko wrogów zajadłych wśród okolicznej szlachty niechybnie zyskasz. I tak Spadkobiercowscy mogli dalej, nienękani przez nikogo, zajmować się studiowaniem ksiąg, filozofowaniem, oddzielaniem prawdy od fałszu i szukaniem szczęścia. Które w zasadzie odnajdywali w wiedzy, co sprawiało, że czuli się spełnieni. No tak. Można by powiedzieć, krąg się zamyka. Jeśli komuś trudno zaakceptować taki sposób pojmowania świata i czerpania z niego radości, to jego problem. A co do tej charakterystyki rodu Bożydara, która, choć niesłychanie interesująca, może się wydać czytelnikowi czymś nieistotnym, wszak ciekawi go historia tego młodego chłopaka, a nie całego jego rodu, począwszy od siedemnastego pokolenia wstecz, to jest jednak ta charakterystyka potrzebna, ażeby zrozumieć wspomnianą wcześniej chęć radykalnej odmiany życia Bożydara. Jego matka, skończona humanistka, wychodziła z założenia, że syn pójdzie w ślady swych przodków – zdobywając wiedzę i poszerzając w ten sposób swe horyzonty odnajdzie szczęście w niesieniu radą pomocy prostym ludziom, zagubionym wśród chaosu świata. Dlatego od najmłodszych lat dawała chłopcu przeróżne książki, aby stały się nieodłącznym elementem jego życia. Chłopiec chłonął je w zaskakującym tempie, co oczywiście matkę bardzo cieszyło. Od bajek poprzez pamiętniki, poezje, dramaty, kroniki, traktaty filozoficzne, aż do książek naukowych. Najchętniej jednak czytał książki przygodowe i w pewnym momencie doszedł do takiego oto wniosku: Świat jest fascynujący, piękny i straszny zarazem. W swej prostocie bardzo skomplikowany i dla zwykłych ludzi niezrozumiały, przesiąknięty ich problemami jak życie studenta alkoholem. Czemu by więc nie pomóc im rozwiązać te problemy, w miarę możliwości oczywiście, ale nie za pomocą słów, jak chciała matka, ale za pomocą czynów? Nie da się ukryć, że Bożydar był trochę naiwny, ale co zrobić, czasem tak bywa, wiary i chęci nie można mu odmówić. 

<c.d.n.>

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.