Kołysanka

Cyt, cyt, zamknijcie oczy dzieci,

Księżyc złowrogo dziś świeci.

Posłuchajcie swojej matuli,

Ona głosem do snu was utuli.

Nie spoglądajcie przez okno.

Stare wierzby na deszczu mokną.

Wiatr mocno ich konarami targa.

W jego wyciu smutna skarga,

Że zimno mu i samotnie.

Więc gdy zobaczy was w oknie

Porwie i już tu nie wróci.

Matulę to zasmuci.

Posłuchajcie jej, gdy was prosi.

Deszcz cichnie, mgła się wznosi.

Nie płaczcie, cicho, sza.

To nie jest dobra mgła.

W niej się coś złego kryje.

Wiatr wciąż złowieszczo wyje.

Cyt, cyt, słyszycie to?

Za oknem czyha zło.

Połóżcie się spać, kochane,

Matula przy was zostanie.

Zamknijcie swoje oczy.

Niech sen was zauroczy.

Relacja

Bożydar, chłopak gładki jak dandys,

Zaproszon został do panny Wandy

Na łyczek wyśmienitej brandy.

Elegancko więc się odsztyftował,

Chustkę batystową do butonierki schował,

Brylantyną (zawsze noszoną w kieszeni)

Włosy nasmarował

I do drzwi pięknej panny zastukał.

„Ależ z pana jest niezła sztuka!”

Powiedziała Wanda na powitanie

I tak zaczęło się spotkanie.

 

Chichotanie, długie w oczy spoglądanie,

Do uszka słówek czułych szeptanie

I w rytm muzyki z adaptera

Zmysłowe stópką poruszanie.

Wtem panna Wanda

Swoje eleganckie sandałki zdejmuje

I taniec argentyński, co się Tango zwie,

Zatańczyć proponuje.

 

Bożydar przyjął propozycję skwapliwie,

Gdyż pomyślał „Niewątpliwie

W tańcu zdarzy się okazja jaka

Na tak zwanego potocznie ,cwaniaka’

skraść tej pannie buziaka,

Skoro panna ochotna taka”.

I chłopak kilka kroczków postępuje,

A tu panna Wanda już w tańcu wiruje!

W rytm muzyki się kręci,

Ciałem młodym a pięknym Bożydara nęci.

 

Nachylił się tedy młodzieniec bez wahania

By szyję, nastawioną do ucałowania,

Pokryć pocałunkami –

A pocałunków tych miało być niemało! –

I przycisnął dziewczynę do siebie śmiało.

Lecz o dziwo! Ta wyrywa się nagle

I mówi: „Cóż robisz diable,

Pan trzymasz mnie jak w imadle!”

 

Zdębiał Bożydar młody,

Szkarłatem mu nabiegły jagody:

A cóż to za podchody!

Najpierw tak, a potem nie?

Przecie ja w żyłach nie mam wody! –

Łapie w emocjach za sandał prędko:

Ach, ty przewrotna panienko!

Trach! Bucik rozbija szybę i leci przez okienko.

 

Obruszyła się nadobna Wanda:

„Toż to granda i skandal!

Pan jesteś nieokrzesany zwierz

I do tego wandal!

Czy pan wiesz,

że to był mój ulubiony sandał?”

Bożydar szybko się opanował,

Jak cziko latino

Włosy przejechał brylantyną

I przemówił z dostojną miną:

 

„Wandal? Jedyne, co łączy mnie z Germanami,

To ich język studiowany niektóremi chwilami

Oraz czasem paranie się u nich pracami,

Aby móc się potem pochwalić

Większemi niż tu zarobkami.

Ale pokrewieństwo nas żadne nie łączy” –

Przerwał, westchnął, po czym dokończył:

 

„A co do zwierzostwa, moja droga pani,

Przykro mi, że zaszło to między nami,

Ale dałem się zdrożnym myślom omamić

I nie mogłem już zapanować nad emocjami.

Więc tak niestety wyszło. A za bucik

Przepraszam. Proszę się nie smucić.

Wykorzystam koneksje

I postaram się go tu wrócić.

 

Tymczasem proszę o mnie

Nie myśleć niesympatycznie.

Ja serce mam liryczne,

A że pani słuchała tak ślicznie,

Chciałem zbliżyć się metafizycznie

Kulturalnie się zwierzając.

Ale „meta” później psikusa sprawiając

I od reszty słowa w tańcu się odłączając,

spowodowało, że doszło do samej ,fizyki’.

Jednak powtarzam, zwykle nie bywam dziki.

Cóż, więcej pani nie napadam.

Zabieram siebie – i spadam”.

 

Piękna Wanda przymrużyła oczy

Podmalowane kolorem,

Uśmiechnęła się, po czym

Oblizała wargi różowiutkim jęzorem

I rzekła:

„Przyjdź pan do mnie jutro wieczorem.

Pozwierzymy się sobie przed telewizorem.

Oczywiście kulturalnie –

Będzie film z Nikiforem”.