Le chat noir

Oczy masz takie piękne, takie duże i takie złote.

Rozkosznie się przeciągasz, zupełnie tak, jak lubią koty.

Wtulasz się we mnie mocno i mruczysz w mych ramionach.

A kiedy wyjść chcę, płaczesz i jesteś obrażona.

Bo ciągle chcesz być przy mnie, zasypiać u mego boku.

Tu czujesz się bezpiecznie, choć świat wiruje wokół.

Oczy mrużysz w ekstazie, gdy twoje ciało pieszczę.

Gryząc mnie delikatnie uśmiechasz się drapieżnie.

I godzisz się potulnie, bym robił z tobą wszystko.

Aż trudno w to uwierzyć, że jestem tylko myszką.

Że tylko się mną bawisz, udając, że mam władzę.

Zabawna ról zamiana w emocji maskaradzie.

Nigdy cię nie zdobędę i razem wiemy o tym.

Naiwny ten, kto sądzi, że może rządzić kotem.

Nie umiem Cię zatrzymać, bo jak zatrzymać ducha?

Chcesz – przyjdziesz, chcesz – odejdziesz, a w twoich kocich ruchach

Zmysłowość, obojętność. Pogarda, pożądanie.

I chociaż to niezdrowe, to ciągle czekam na nie.

A ty się ze mnie śmiejesz, że dręczy mnie choroba.

Że jesteś tą chorobą to też ci się podoba.

Nie pojmie tego nikt, kto choć raz tego nie poczuł.

Nie umiem się uwolnić od twoich kocich oczu.

Sen o śnie

Chciałbym być z Tobą i ufać Ci.

Przynosić rano ze sklepu rogale,

Wieczorem zaś z ogrodu bzy.

Nocą sypałbym na Ciebie korale.

Chciałbym czuć Twoje ramiona,

Całować Twe uda i Twe biodra.

Dotykać skóry, co słońcem spalona

Poci się, gdyś dla mnie szczodra.

Chciałbym Ci szczęście wielkie dać

I brać je również od Ciebie garściami.

A potem spokojnie moglibyśmy spać,

A księżyc spałby tuż nad nami.