Gwiazdy wspomnienie

Ot, wspomnienie. Pojawia się czasem

Znienacka. Nie wiedzieć czemu i po co.

I otula mnie ciepłem, a nad lasem

Gwiazdy jasno ze śmiechu migoczą.

Ten las ciszą szeleści jak ogonem pawim.

Śpią zwierzęta, cała leśna gromada.

Gwiazdy za to chcą w wyścigi się bawić,

Z wdziękiem jedna za drugą w noc spada.

Kołysanki słowa płyną jak liście paproci

Ze strumienia szeptem, wiatr szumi jej melodię.

Leżą gwiazdy na łące, zmęczone po locie,

Złotopiękne, i szczęścia blask bije od nich.

A Ty jesteś właśnie gwiazdami wśród traw

Niedostępna, bo taka gwiazd jest natura.

Choć mnie kusisz feerią doznań, smaków i barw

Nim podejdę znowu skryjesz się w chmurach.

Tylko ślad po Tobie zostaje. Ślad rozkoszy,

Jakże smukły, wyściełany gwiezdnym pyłem.

Ten ślad, nim słońce noc i sen rozproszy,

Ten dotyk, to wspomnienie. Ciepłe i miłe.

I znów jak głupek się zakochałem

I znów jak głupek się zakochałem.

Człowiek nie wyciąga wniosków.

Bo ciągle powtarza, że nigdy więcej,

A potem bach! i już, po prostu.

Siedzi, wzdycha, w sufit patrzy,

Serca kreśli, pisze durne wiersze.

I upaja się deszczem za szybą

I w kominku grającym świerszczem.

Gdzieś by poszedł, pobiegł, poleciał.

Sam dobrze nie wie, po co i dokąd.

I piosenki fałszuje pod nosem

I uśmiecha się do siebie szeroko.

I myśli – ach, głupi głupek –

Że teraz to już będzie na wieki,

Więc aby sen w głowie zatrzymać

Ze wszystkich sił zaciska powieki.

W końcu oczy otworzy zdumiony

I zapyta „ale przecież, jak to?”

Bo nie komedia to, lecz jak zwykle

dramat, tylko we trzech aktach.

Co później, wszyscy świetnie wiedzą,

Szkoda papier na jęki marnować.

Ale później to, później, a teraz

Idę kochać, jak głupek, od nowa.