znów

Wydaje mi się, że to całkiem naturalne, kiedy kobiety nie mają problemu z łączeniem się ze starszymi mężczyznami, czasem dużo starszymi. W odwrotną stronę to już nie takie oczywiste, mężczyzna ze starszą kobietą to zdecydowanie rzadszy widok. Nie mam na myśli relacji sponsor – utrzymanek, tylko uczucie.

W pewnym filmie pokazano natomiast taką oto, nietypową relację. Facet, trzydziestkę ma już chyba za sobą, po latach przyjeżdża do rodzinnego miasteczka na jakiś zlot absolwentów? Nieistotne. Spotyka duchy przeszłości, stare miłości, konfrontuje się z nimi. W domu obok jego rodzinnego mieszka młoda dziewczyna, dziewczynka, może trzynaście, może czternaście lat, nie ma więc mowy o podtekście erotycznym, to jeszcze w zasadzie dziecko. I pomimo różnicy wieku, pomimo tego, że widzą się krótko, parę razy spotykają się w ogrodzie, gdzie on wychodzi na papierosa, a ona, żeby postać po prostu na dworze, rodzi się między nimi coś specjalnego. Jakieś nienazwane uczucie, ufają sobie i zwierzają się ze swoich problemów, chociaż są sobie obcy. Rozmowy są zdawkowe, ale czuć głębię tej relacji, jakby przypadkowo trafili na bliską osobę. W końcu on wyjeżdża ze swoją starą miłością, z którą chce spróbować na nowo. Ale kiedy żegna się ze swoją małą przyjaciółką, znów podczas zdawkowej rozmowy w ogródku z tyłu domu, nie potrzeba słów, żeby wiedzieć, że ona jest w nim zakochana. A on żałuje, że ona jest tak młoda, bo najprawdopodobniej byłaby kobietą  jego marzeń, kobietą z jego snów.

I ja kiedyś właśnie coś takiego przeżyłem. Na jakiejś zielonej szkole pokazywałem dzieciakom, czym jest frisbee. Ona była zaczepna, wyszczekana i robiła dużo hałasu, była dzieckiem i jak dziecko próbowała zwrócić moją uwagę. Ale było w niej coś, co sprawiało, że wyróżniała się spośród swoich rówieśników, że była wyjątkowa. Że pomimo wieku doceniłem jej urok, inteligencję, a nawet urodę. I kiedy szła za mną do samochodu, ciągle mnie zaczepiając, pomyślałem, jaka szkoda, że jest taka młoda, kiedyś będzie fantastyczną dziewczyną. A gdy odjeżdżałem, w jej oczach widziałem ten sam smutek, jaki miała dziewczyna z filmu. I też przez moment poczułem żal, bo być może byłaby to kobieta moich marzeń, kobieta z moich snów.

I wiele lat później, leżąc w świetle księżyca na plaży w Czarnogórze, pijany, spalony, lunatyczny, słuchając, jak woda ześlizguje się po kamieniach, pomyślałem o niej. Gdzie jest, co robi, jak jej się wiedzie. I miałem rację wtedy, że kiedyś będzie kobietą moich marzeń, kobietą z moich snów.