W upojeniu

Wznieść się troszeczkę na wyżyny

I opisać sprawy jak się mają

Znów patos i chęć poetyckości

W efekcie baju baju

 

A takie to proste i proste

zapewne z przyczyn alkoholu

Gdy świat się toczy za oknem

A my skupieni na żyrandolu

 

Co staje się naszym słońcem

I patrzymy się w niego skupieni

I wokół tworzymy własne światy

W których chcielibyśmy coś zmienić

 

To jedyna prawdziwa nadzieja

Na nasze, więc lepsze życie

Oddech spokojny, miarowy

Marzenia wychodzą z ukrycia

 

Otwarcie, przed samym sobą

Rym w drugim wersie, więc się zgadza

Słusznie kroki w naszych myślach

Coś tam, coś tam, wynagradzać

 

Wynagradzać? A pewnie, przecież

Pragniemy dla wszystkich najlepiej

I dla siebie też, ostatecznie

I tak przymkniemy powieki

 

Po długiej, ciężkiej walce

Trudno się z życiem uporać

Gdy na jego kartach tylko palcem piszemy

Dość skomplikowana metafora

 

Sen na jawie, chaos na papierze

Ale może zrozumiecie, co mam na myśli

Walka o prawdziwych nas i nagroda

A nagrodą sen, który się ziści

 

Oto głos z oddali znajomy

Buduje nas, daje wsparcie

I choć wspiera, nie tego chcemy

Nie o to walczymy zażarcie

 

Cóż za bełkot spod palców wypływa

A to głowa dyktuje te bzdury

Skupmy się na naszych potrzebach

Kwintesencjach naszej natury

 

Tak naprawdę chciałem napisać

O istocie naszego jestestwa

O tym, co nas prowadzi

I o tym, co nas określa

 

O tym, czego pragniemy

Lecz szeptać nie mamy odwagi

O tym, co chcielibyśmy spotkać

Nie na końcu, a w trakcie naszej drogi

 

O kimś, kto nas zaakceptuje

O kimś, kto nas zrozumie

O kimś, kto dojrzy wyjątkowość

W zwykłości i szarości tłumie

 

Kto weźmie nas bez zastrzeżeń

Bez pytań,  bez wątpliwości

Takich, jakimi jesteśmy

Nie będzie sobie rościł

 

Praw do ingerencji

Praw do nas zmieniania

Koniec i początek, bez znaczenia

 Najważniejsze, że tak, bez wahania.

Sen o śnie

Chciałbym być z Tobą i ufać Ci.

Przynosić rano ze sklepu rogale,

Wieczorem zaś z ogrodu bzy.

Nocą sypałbym na Ciebie korale.

Chciałbym czuć Twoje ramiona,

Całować Twe uda i Twe biodra.

Dotykać skóry, co słońcem spalona

Poci się, gdyś dla mnie szczodra.

Chciałbym Ci szczęście wielkie dać

I brać je również od Ciebie garściami.

A potem spokojnie moglibyśmy spać,

A księżyc spałby tuż nad nami.